Wizyt
Dzisiaj: 2199Wszyscy: 1111365

Do adopcji

  • elton.jpg

    Elton

     

    Dlaczego nie jest w dobrym tonie zakochać się w Eltonie?

    Jego matki nikt nie zna, wychowała go ulica, a pierwsze lata życia spędził za kratkami. I jeszcze to oko. A właściwie jego brak. Pewnie stracił je w walce. Huligan i ladaco. Takie stworzenia najlepiej omijać szerokim łukiem! - tak można by pomysleć o Eltonie. Tyle że to nie jego wina, że urodziła go bezdomna kotka i żył na ulicy, bez opieki, o głodzie i chłodzie, aż z tego niedożywienia rozchorował się na koci katar i w końcu faktycznie trafił za kratki – klatki w schronisku. Tam otoczono go opieką, odkarmiono i wyleczono, ale niestety Eltona tak długo ludzie omijali szerokim łukiem, że wirus kociego kataru nieodwracalnie zniszczył jego oko i trzeba było je usunąć. A Elton to złoty chłopak. I to nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Jest rozbrajająco przyjazny i łagodny. Emanuje wręcz spokojem i pogodą. Niechciany i pomijany przez ludzi, bardzo pragnie naszej bliskości i miłości. Wystarczy go dotknąć, a zaczyna mruczeć i odsłania brzuch. Jest wobec ludzi całkowicie ufny i oddany. Ponieważ jest półślepaczkiem, trafił pod opiekę fundacji Ja Pacze Sercem. Teraz szukamy dla niego kochającego człowieka i bezpiecznego domu, co znaczy, że musi być to dom „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. A to po to żeby Elton nigdy więcej, nawet przypadkiem nie znalazł się na ulicy Elton ma ok 3 lat, jest zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne i został wykastrowany. Ponieważ USG wykazało dystroficzność jednej nerki, wymaga on regularnych badań morfologii i biochemii krwi co pół roku. Ta dysfunkcja nie wpływa jednak na jego codzienne funkcjonowanie. Poza tym Elton przeszedł zapalenie dziąseł, a po wyleczeniu raz dziennie ma czyszczone zęby. W tej sprawie też trzeba zachowywać czujność i słuchać rad lekarza weterynarii. Dużo już wycierpiał, więc najwyższy czas, żeby nareszcie poczuł, czym jest czułość, miłość i spokój.
    Jeśli, tak jak my uważasz, że ratowanie bezdomnych zwierząt jest w dobrym tonie, to znaczy, że w duszy nam tak samo gra. Elton czeka właśnie na takiego człowieka!

  • hania[10].jpg

    Hania

    Hania to szarobure dziecko ulicy, które nigdy nie miało nikogo, kto by o nie zadbał. Wręcz odwrotnie – hodowcy gołębi obrzucali ją kamieniami, gdy czaiła się na ich ptaki. Dlatego, mimo to, że ma doskonały wzrok trafiła pod opiekę wolontariuszki fundacji dla ślepaczków -Ja Pacze Sercem. Musiała trafić do bezpiecznego miejsca, zanim dałaby się trafić kamieniem. Miała wtedy ok 5 miesięcy i była zdrowa. Ludzi znała od nienajlepszej strony, dlatego gdy człowiek chce ją pogłaskać, wtedy ucieka. Za to lubi sama przychodzić na głaskanie i wtedy ociera się, mruczy, gada i przytula. Z lubością daje się tarmosić i smyrać. Wobec innych kotów jest nastawiona pokojowo i choć teraz żyje z ósemką pod jednym dachem, to nigdy z żadnym nie wchodzi w konflikt. Hania chce mocno kochać, ale jeszcze trochę się boi. Potrzebuje czasu i cierpliwości. Hania ma 1,5 roku, jest zdrowa, wysterylizowana, zaszczepiona, zaczipowana, testy FIV/FELV ma ujemne. Szukamy dla niej domu „niewychodzącego” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Nie odrzucaj Hani, daj jej szczęście – dom i bezpieczeństwo!

  • kaszmirek.jpg

    Kaszmirek

     

     

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira

    Chwila zmieniła życie Kaszmira w koszmar
    Wypadek, krótka utrata świadomości i zupełnie sprawny roczny kociak staje się kaleką. Niedotlenienie mózgu pozostawiło u Kaszmira po sobie koszmarne piętno – stracił wzrok, dostał padaczki, nie ogarnia kuwety, a gdy otacza go zbyt dużo bodźców, robi się nerwowy. Jedyne, co nie uległo zmianie, to miłość do człowieka. Kaszmir jest bardzo przyjazny, choć nienachalny, i potrzebuje ludzkiego dotyku i czułości. Czuje się też dobrze w towarzystwie zwierząt, o ile są one spokojne. Ze względu na brak wzroku, Kaszmir jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Teraz, gdy jego stan zdrowia został ustabilizowany dzięki lekom i odpowiedniej karmie, postanowiliśmy dać mu szansę na znalezienie swojego domu. Szanse te są nikłe, bo kto zaopiekuje się tak koszmarnie skrzywdzonym kotem? Nawet jeśli jest jedna na milion, to Kaszmir na nią zasługuje. I tak, jak jedna chwila zmieniła jego życie w koszmar, tak inna chwila może dać mu spokojny dom i kochającego człowieka.
    Kaszmir ma teraz 1,5 roku i jest niepełnosprawny. Został zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Wymaga karmy weterynaryjnej gastro intestinal. Jest kotem niekuwetkowym. Szuka spokojnego domu stałego. Będziemy również wdzięczni za adopcję wirtualną, bo kot z takimi problemami może nigdy nie znaleźć swojej wymarzonej rodziny, a każda pomoc finansowa będzie dla nas ulgą.

    Nie odwracaj oczu od koszmaru niewidomego Kaszmira. Pomóż mu!

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

     
  • kazmirz.jpg

    Kaźmirz

     

    W Kaziu, zakochaj się!

    Już wiosna podrosła i bzami tchnie... Och Kaziu, zakochaj się! Pamiętacie Kabaret Starszych Panów? Kazimierz to także starszy pan, który ma na pewno 10 lat, tyle że jego życie daleko różni się od kabaretu. Nie znamy jego losów od początku, ale wiemy, bo trafił do nas – fundacji Ja Pacze Sercem - prosto z lecznicy po wypadku. Wszystko wskazuje na to, że z powodu wypadku właśnie Kazimierz cierpi na ślepotę neurologiczną, co oznacza, że czasem widzi, a czasem traci zupełnie wzrok. W niczym mu ono co prawda nie przeszkadza, bardzo lubi się ganiać z innymi kotami i bawić z tymczasową opiekunką, a nawet wyglądać sobie przez okno, ale nigdy nie wiadomo, kiedy to robi „na czuja”, a kiedy coś widzi. Jakby tego wszystkiego nie było jeszcze dosyć, to Kazimierz jest nosicielem kociej białaczki. Dlatego też może bawić się tylko z innymi „białaczkowymi” kotami, zdrowymi psami i innymi zwierzętami – w tym także i z ludźmi:) Białaczką może zarazić tylko i wyłącznie innego kota. To jednak ogranicza jego szanse na adopcję i skazuje na wieczną samotność. Kazimierz ma zrównoważony charakter, umie zając się sobą i głównie zajmuje się wtedy snem, w stosunku do człowieka nie jest nachalny, ale widać też, że ludzka obecność daje mu poczucie bezpieczeństwa i spokój. Starszy pan Kazimierz jest zaszczepiony, wysterylizowany, testy ma FIV/FELV dodatnie.
    Tak więc sami widzicie, że Kaziu, choć mądry i przystojny, ma marne szanse na to, by ktoś się w im zakochał. Chyba że... TY w Kaziu zakochasz się!

  • lilu-i-lulu.jpg

    Lilu i Lulu

    Niedowidzące Lilu i Lulu mają pecha

     

     

     

    Losy dwóch sióstr da się spuentować krótko - to nie czarne koty przynoszą pecha, tylko pech nie opuszcza czarnych kotów. Przyszły na świat nie wiadomo gdzie, jako dzieci bezdomnej kotki i szybko straciły matkę. Chude, osłabione i zapchlone trafiły do schroniska. Tam zdiagnozowano u nich koci katar. Ich los miał się zmienić, gdy znalazły dom tymczasowy u ludzi, którzy przejęli się ich losem. Dostały opiekę, dzięki której wyzdrowiały i nabrały ciałka. Znaleźli im dom stały, który miał być końcem ich tułaczki i bezpieczną przystanią do końca życia. Wszystko malowało się więc w różowych kolorach. Nic nie zapowiadało czarnych chmur, które wisiały nad ich życiem. Podczas kontroli w domu stałym po roku od adopcji, okazało się, że kocięta są w gorszym stanie niż do niego dotarły. Były zupełnie zaniedbane, niedożywione, zarobaczone, zapchlone i wystraszone. Tak, jakby przez cały ten czas tułały się po ulicy. Wiadomo też, że pseudo opiekunowie używali przemocy, gdy koty nie zachowywały się tak, jak chcieli. Lilu i Lulu natychmiast wróciły do dawnego domu tymczasowego, w którym musiały być znowu doprowadzone do dobrego stanu. Są już zdrowe, odrobaczone, zaszczepione, testy FIV/FELV mają ujemne, mają 1,5 roku. Po kocim katarze zostały im blizny, które sprawiają, że siostry niedowidzą – Lilu ma gorszy wzrok i jest spokojniejsza, a Lulu widzi lepiej, jest bardzo energiczna, zawsze skora do zabawy, a ze wszystkich zabaw najbardziej kocha bawić się ze swoim człowiekiem w aportowanie piłeczki. Lulu wymaga codziennego zakraplania oczu, bo jej oczy mają tendencję do wysychania. Obie kochają czułości, głaskanie i przytulanie. Potrzebują obecności człowieka – lubią spać obok albo na opiekunie, mruczą wtedy przez cały czas. Wszystkie niedole przeszły razem, tylko w sobie nawzajem miały wsparcie, co spowodowało, że stały się bardzo zżyte. Z tego powodu poszukują domu razem. Dla ich bezpieczeństwa powinien to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Mogą mieszkać z dzieckiem i innymi kotami.
    Odczaruj pecha Lilu i Lulu i podaruj im szczęśliwy dom!

  • nosek.jpg

    Nosek

    Kocurek w przygotowaniu do adopcji
  • ramzi.jpg

    Ramzi

    Oto Ramzi, którego w jedno oko słońce już nie ramzi Ramzi ma tylko jedno oko, ponieważ drugie stracił w starciu z życiem. Ale ma taki charakter, że swoim jednym ocalałym oczkiem dostrzega tylko jasne strony życia. I to dzięki swojemu wspaniałemu charakterowi zyskał imię Ramzi, które po arabsku oznacza „wzór do naśladowania”. Ramzi ma 10 miesięcy, a my, czyli fundacja Ja Pacze Sercem, znamy go od pół roku. Trafił do nas prosto z ulicy, na której pojawił się „znikąd”, osłabiony, bez jednego oka, bezradny i głodny. Pół roku trwało leczenie, bo jego zdrowie było w opłakanym stanie – cierpiał z powodu bardzo dużego zarobaczenia, przewlekłego zapalenia jelit i kociego kataru (koci katar spowodował małoocze w prawym oku, czyli zanik gałki) - ale i tak „uśmiech” nie schodził mu z pyszczka. Od początku był bardzo ufnym kocim dzieciakiem, miziakem, przytulaskiem, wystarczyło go pogłaskać, żeby zaczął się cały festiwal mruczenia. Do dziś lubi się przytulać, lubi być noszony na rękach, rozdaje całuski, oblizuje twarz z miłością, śpi przytulony do człowieka,a gdy zawoła się go po imieniu, przybiega od razu, z radośnie podniesionym ogonem. Ciągle chce być blisko swoich tymczasowych opiekunów i zachowuje się bardziej jak szczeniaczek niż kociak.O ile na samym początku, z powodu złego stanu zdrowia, był bardzo cichy i wycofany, tak teraz, kiedy jest już całkowicie zdrowy, nadrabia kocie dzieciństwo i szaleje po całym domu za dwóch. Z tego powodu nie może być jedynakiem, potrzebuje towarzystwa do zabawy, najlepiej w podobnym wieku, bo świetnie odnajduje się w towarzystwie innych kotów i uwielbia z nimi szaleć. Jego ulubione zabawy to polowanie na wędkę i turlanie rzeczy, nierzadko wcześniej ukradzionych, ulubione to: winogrona, długopisy, plastikowe pudełka do soczewek, słuchawki do telefonu, orzechy. Teraz Ramzi jest całkowicie zdrowy i może swoim jednym wesołym oczkiem rozglądać się za prawdziwym domem. A dla jego dobra powinien to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Maluch jest wykastrowany, odrobaczony, zaszczepiony, zaczipowany, testy FIV/FELV ma ujemne. Jedyna ważna sprawa dotycząca jego zdrowia polega na tym, że USG wykazało nietypową budowę kielichów nerkowych w obu nerkach. W niczym mu ta wada fizjologiczna obecnie nie przeszkadza i najprawdopodobniej tak będzie zawsze, ale trzeba mu dla bezpieczeństwa 1 lub 2 razy w roku robić USG nerek, żeby upewnić się że pomimo tej nietypowej budowy wszystko jest ok. Kogo nie zramzi maluch bez oka i podaruje mu życie pełne miłości - może Ciebie?
  • rothko.jpg

    Rothko

    Tylko wywrotką zgarniesz całą miłość Rothko Rothko kocha życie, kocha ludzi, kocha inne koty, kocha jeść, kocha spać, kocha patrzeć przez okno – kocha cały świat. A w tym kochaniu zupełnie nie przeszkadza mu brak oczu. Bo kocha całym sobą. Jednak niestety świat nie kocha niewidomych kociąt. O tym przekonał się się już dawno, kiedy został porzucony jako maluch na wsi. Taki mały kociak z chorymi oczami nie wart żadnych ludzkich uczuć. W ostatniej chwili przed śmiercią uratowała go wolontariuszka schroniska w Sokółce i tak Rothko znalazł się w naszej fundacji Ja Pacze Sercem. Dlaczego Rothko nie widzi? Jego gałki oczne zniszczył wirus kociego kataru. Wirus ten atakuje kocięta bezdomne, osłabione głodem i ogólnie złymi warunkami życia. Najpierw maluchy kichają i łzawią, potem zaczynają je boleć oczy i przestają widzieć. Z czasem ból staje się coraz silniejszy, a wzrok coraz słabszy. Rothko trafił do fundacji Ja Pacze Sercem, gdy już niestety było za późno, by uratować oczy, bo były zupełnie zniszczone. Jedyne co mogliśy zrobić, to ulżyć mu w cierpieniu, usuwając z oczodołów, to co z nich pozostało oraz wyleczyć stan zapalny. Gdy odzyskał zdrowie, mogliśmy go zaszczepić i zrobić testy FIV/FELV, które okazały się ujemne. Teraz Rothko jest pełen energii i radości. Na zdjęcich jest widoczna mała ranka nad oczodołem, ale to wynik alergii na nową karmę i już jest po sprawie. Rothko jest sparwny, nie ma kłopotu z poruszaniem się po mieszkaniu, wskakiwaniem na łóżka, krzesła, drapak, a przede wszystkim na kolana człowieka. Mimo braku wzroku idealnie trafia też do miseczki, a następnie naturalną koleją rzeczy, do kuwety. Jest ufny i ciekawski, bardzo kontaktowy i pełen energii. Lubi zabawy, spanie i przytulanie. Potrzebuje domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Chętnie takiego, w którym są już koci bracia lub siostry. A choć jest kociakiem, który kocha cały świat, to wystarczy mu jeden człowiek, który odwzajemni jego uczucia. Ale musi być to ktoś gotowy na przyjęcie naprawdę wielkej hałdy miłości. Bez wywrotki ani rusz! Przybywaj po Rothko i wieź do domu ten wielki ładunek miłości!

  • strauss.jpg

    Strauss

    Kocurek w przygotowaniu do adopcji