Wizyt
Dzisiaj: 60Wszyscy: 742955

Do adopcji

  • boro.jpg

    Boro

    Powiemy Ci. Czy zastanawiasz się, nad przygarnięciem kociaka? Fajnie by było, żeby trafił się rasowy? A jeśli nie, to może oryginalnie umaszczony? Może ciekawa mieszanka ras? Chociaż niech ma piękne błękitne oczy? Śnieżnobiały? Błękitny? Szylkretowy? Znajomi będą krzyczeć z zachwytu, gdy go zobaczą. Prawda? No właśnie. To dlatego Boróweczek ma nikłe szanse na dom – większość z nas chce mieć zwierzę, które zaimponuje znajomym i rodzinie albo takie, które będzie pasowało do wystroju wnętrza. Smutne. Tymczasem Boro to najzwyklejszy na świecie burasek. Bez rodowodowych przodków, bez wyjątkowego pochodzenia. Urodził się nie wiadomo po co, chyba tylko po to, żeby dołożyć cegiełkę cierpienia do historii świata. Bezdomny, bez matki, z pustym brzuszkiem, za to z oczkami pełnymi ropy i łez – w takim stanie został znaleziony na ulicy. Był osieroconą kruszyną, miał zaledwie 1 miesiąc. Z powodu chorych oczek, co do których nie było wiadomo, czy będą w pełni sprawne, trafił pod opiekę fundacji Ja Pacze Sercem. Przeszedł kurację wzmacniającą oraz leczenie oczu i teraz jest zupełnie zdrowym, w pełni sprawnym, 2-miesięcznym, okrąglutkim Boróweczkiem. Jest co prawda bardzo poważny jak na swój wiek, ale wybaczmy mu to – przeżył tyle smutnych chwil, że ma do tego pełne prawo. To bardzo spokojny dzieciak, który woli obserwować, niż szaleć z innymi maluchami. Jest też bardzo przyjazny w stosunku do innych kotów i do ludzi. Potrzebuje dużo czułości, ale i sam ma jej dużo do dania. Spokojny, czuły Boro ma niewielkie szanse na dom, ale wciąz liczy na to że go znajdzie. Powinien to być dom bezpieczny - „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Boróweczek jest odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne, jest więc gotów, by znaleźć swojego upragnionego człowieka.
    A może jednak... Może zaliczasz się do mniejszości i masz wystarczająco dużo piękna w sobie, żeby wybrać takiego zwykłego buraska?

  • bojka.jpg

    Bójka

    Czy B

     

    Bójka jest maleńkim kocim dzieckiem, ma zaledwie 2 miesiące i we wczesnym dzieciństwie straciła matkę. Jest zupełnie bezbronna wobec życia, które bywa okrutny dla małych chucherek jak ona. Zabraliśmy ją ze schroniska, ponieważ miała chore oczka. Taki kociak nie ma najmniejszych szans na adopcję. Dlatego też Bójka, razem z dwiema siostrzyczkami, trafiła do naszej fundacji dla kotów niewidomych i niedowidzących Ja Pacze Sercem. Teraz my będziemy się bić ze złym losem o to, by Bójka znalazła swoje szczęście. Gdy znalazła się u nas, była taka mała, że trzeba było ją dokarmiać butelką i zastępować jej matkę – ogrzewać, masować brzuch, cały czas doglądać. Na szczęście podejrzenia, że może mieć uszkodzony wzrok, nie potwierdziły się. Widzi doskonale. Gdy już doszła do siebie, oczka zaczęły widzieć, a głód przestał doskwierać, okazało się, że Bójka ma bardzo wesoły charakterek – jest ciekawa świata, rozbrykana, chętna do zabawy i przytulanek. Tylko czasem przeszłość jak gdyby kładzie się cieniem i przesłania jej szaloną radość życia, dlatego czasami chowa się w ciemny kąt i obawia się wyjść. To mija. A z czasem minie całkowicie i na zawsze, gdy Bójka znajdzie swoje miejsce w czymś sercu, kiedy będzie się czuła bezpiecznie i nigdy więcej nie będzie czuła się osierocona. A ponieważ jest już zupełnie zdrowa i samodzielna, odrobaczona i zaszczepiona, a testy Fiv/Felv ma ujemne, nadszedł czas na znalezienie dla niej domu i nowej rodziny. Powinien być to dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Rodzina może mieć zwierzęcych członków, bo Bójka, wbrew imieniu, ma bardzo pokojowe usposobienie i jest skora do nawiązywania nowych znajomości. Czy Bójka dobiła się do Twojego serca?

  • drago.jpg

    Drago

     

    Drago – ukryty w śmietniku smok

    A właściwie malutki smoczek, bo zaledwie 2-miesięczny, znalazł się nie wiadomo skąd w śmietniku. Sam, bez mamy, bez rodzeństwa. Co go tam przywiodło? Może głodny kociak poczuł zapach resztek jedzenia. A może to czyjaś „pomocna” dłoń, bo nie od dziś wiadomo, że niektórzy traktują śmietnik jako doskonałe miejsce na pozbycie się niechcianych małych zwierząt. Tak czy inaczej to właśnie śmietnik był schronieniem dla tego maleństwa, a śmieciarka byłaby jego grobem, bo trafiłby do niej razem z całą zawartością kontenera. Taki mały, nikomu niepotrzebny śmieć… nie stało się tak jednak i mały burasek trafił do fundacji Ja Pacze Sercem dla kotów niewidomych i niedowidzących. To dlatego, że jego oczy zdążył już zaatakować wirus kociego kataru z powodu długotrwałego osłabienia. Nie wiadomo było, w jakim stanie są gałki oczne, czy będzie widział, a jeśli tak, to w jakim stopniu. W domu tymczasowym Drago przeszedł leczenie i… wyszedł z niego z pięknymi, doskonale widzącymi oczkami. Z wymizerowanego okruszka, stał się ślicznym kociakiem, który wyrośnie na pięknego kocura. Teraz, gdy wydobrzał, nareszcie może być beztroskim kocim dzieciakiem, który całymi dniami się bawi, poznaje świat, cieszy się swoim nowym życiem i mruczy rozkosznie do ucha. Drago jest już całkowicie zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Jest w pełni gotowy, by rozwinąć skrzydła w swoim nowym stałym domu i ziać swoim urokiem na wszystkich domowników, paląc ich żywa miłością. Szukamy dla Drago domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Najchętniej z kocim stadem, bo maluch należy do przyjaznych i towarzyskich. 
    Daj się spalić ogniowi miłości do Drago. Zadzwoń!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • dzuba.jpg

    Dżuba

    !Dżuba, dżuba – dżu, Dżuba wygląda Ciebie jak kania dżdżu

     

     

    Dżuba urodził się gdzieś na dachu kamienicy. Jeszcze dobrze nie otworzył oczu, a już zaczął umierać porzucony przez matkę. Szczęśliwie jego braciszek miał jeszcze na tyle sił, żeby rozpaczliwym miauczeniem wezwać pomoc. Gdy pomoc nadeszła, Dżuba leżał wtulony w swoją siostrzyczkę i razem próbowali się ogrzać. Jeden kociak już nie żył. Maleństwa miały dopiero 3 tygodnie - jeszcze jedna noc i byłoby już po nich. Dżuba na początku nie umiał jeść samodzielnie i trzeba go było karmić strzykawką. W dodatku do wygłodzonego kociaka przyplątał się wirus kociego kataru i zaatakował jedno oko, które trzeba było leczyć. W podobnym stanie było jego rodzeństwo. Z powodu chorych oczu maleństwa trafiły do fundacji Ja Pacze Sercem. Walka o małego Dżubaska była zażarta. Została wygrana, dzięki wielkiemu poświęceniu naszej wolontariuszki, która musiała czuwać nad Dżubą i jego rodzeństwem całą dobę, co parę godzin karmić,ogrzewać, masować małe brzuszki, zakraplać oczka. Udało się i teraz Dżubdżuś jest uroczym małym głodomorem. Najpóźniej z całego rodzeństwa nauczył się jeść samodzielnie, ale kiedy już odkrył, że może mieć dla siebie od razu całe talerze pasztetu, zamiast mozolnego jedzenia ze strzykawki, dosłownie zaczął pływać w jedzeniu. Radośnie kładł się w sam środek talerza, zagarniał jedzenie i jadł spod swojego brzuszka. Do dziś jest wielkim smakoszem wszystkiego. Je całym sobą, pyszczkiem i obiema łapkami naraz. Czy ktoś może się temu dziwić? Przecież on prawie umarł z głodu. Wszystko teraz robi całym sobą. Kiedy goni za motylkiem na baterie, to do upadłego, kiedy poluje na mysz na wędce, to aż do skutku, niezależnie jak bardzo jest zmachany. Jednocześnie przez to, że tak dużo je, nie jest tak zwinny jak reszta rodzeństwa. Kiedy stara się o zdobycie najbardziej pożądanej zabawki albo miejsca do leżenia, wyróżnia się uroczą nieporadnością i niestety często zostaje przechytrzony. Ale jednocześnie nie można się nie zakochać w tej małej dżubdżusiowej gapie. Dżuba bardzo potrzebuje człowieka i dobrze dogaduje się z innymi kotami. Ma 2,5 miesiąca, jest w pełni samodzielnym kociakiem. Z powodu kociego kataru jedno z jego oczek wymaga póki co stałych konsultacji z weterynarzem i zakraplania, ale już wkrótce oczko będzie w pełni sprawne. Drugie oko za to jest idealnie zdrowe. Kochany Dżubasek jest odrobaczony i zaszczepiony, a testy Fiv/Felv ma ujemne. Teraz malutek wypatruje swojego domu – „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. No i z człowiekiem, który się o niego zatroszczy i nigdy nie porzuci. Czujesz deszcz łez na policzkach? To Ciebie Dżubasek wypatruje jak kania dżdżu!!

  • hathorek.jpg

    Hathorek

    Hathor ma tylko jedno życzenie, ale w zamian spełni aż siedem Twoich życzeń. Pierwsze życzenie to takie, żeby mieć kota, który uwielbia się tulić do swojego człowieka, a najlepiej jak dziecko – z łapkami wokół Twojej szyi. Drugie życzenie, żeby ten kot przy każdej okazji wskakiwał Ci na kolana. Trzecie życzenie – żeby spał wtulony w Ciebie w nocy. Czwarte życzenie - żeby był przyjacielski dla innych zwierząt. Piąte życzenie – żeby lubił dzieci i był dla nich delikatny. Szóste życzenie – żeby miał wesoły charakter. Siódme życzenie – żeby na jego widok zawsze i bez względu na okoliczności pojawiał się uśmiech na Twojej twarzy. Hathor ma niezwykłą moc spełnienia wszystkich tych siedmiu życzeń. W zamian prosi o spełnienie tylko jednego. Po tych wszystkich nieszczęściach, które były jego udziałem, Hathor pragnie mieć własnego człowieka i dom na zawsze. On już wie, jak ulotne potrafi być życie i szczęście, bo był jedną łapką „po drugiej stronie” - jako mały kociak trafił do schroniska ledwo żywy, nieprzytomny, z urazem głowy. Objawy wskazywały na wypadek albo pobicie. Przeżył, ale silne uderzenie spowodowało tzw. ślepotę neurologiczną. Oznacza to, że widzi, ale czasem, gdy mu coś w główce „nie styka” – traci wzrok. Gdy już stanął na łapach, kolejne długie miesiące spędził w klatce. Samotny i zrezygnowany. No bo ile można mieć nadzieję, że ktoś cię przygarnie? Ludzie przychodzili, oglądali małe kotki i odchodzili. Zawsze z innymi współtowarzyszami schroniskowej niedoli. Nikt nie chciał tego ślepego. Nie ma się czemu dziwić – boimy się zwierząt niepełnosprawnych, myślimy, że kot niewidomy będzie nam sprawiał kłopoty. A czy ktoś zna jakiegoś niewidomego kota? Mało kto. Dlaczego? Bo nikt takiego nie chce. To skąd ma wiedzieć jaki niewidomy kot naprawdę jest? I tak kółko się zamyka. Tymczasem ślepaczek w niczym nie ustępuje kotu widzącemu. Koty mają wszystkie zmysły o wiele czulsze niż my, a te niewidzące świetnie kompensują sobie wzrok słuchem, dotykiem i zapachem. Niedawno Hathor trafił do fundacji ja Pacze Sercem, stworzonej właśnie dla takich ślepaczków jak on. Radzi sobie doskonale – jak pełnosprawny kot. Ślepaczki w ogóle zachowują się jak koty widzące. Szczerze mówiąc, podejrzewamy je często o jakieś magiczne moce, bo wciąż w głowach się nam nie mieści, jak one to robią, kiedy widzimy, jak się bawią wędką, łapią piłeczkę, wspinają się i w ogóle robią wszystko to, co zwykłe koty. Wniosek? One są po prostu niezwykłe! A teraz taki niezwykły kociak – niespełna roczny Hathor – czeka aż ktoś wypowie jego imię, dzwoniąc do nas. Hathor ma 11 miesięcy, jest zaszczepiony, odrobaczony, Fiv/Felv ujemny i, jak wszystkie nasze ślepaczki, poszukuje domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Następnego „zderzenia z rzeczywistością” mógłby już nie przeżyć. Powiedz: Hathor, Hathor, Hathor. Powiedz: Hathor po cichu, teraz do siebie. Potem powiedz: Hathor głośno do nas. I wreszcie powiedz: Hathor czule, w swoim domu, do nowego członka rodziny .

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • hina-i-hana.jpg

    Hina i Hana

     

    Hina i Hana – kocie dzieci wyrzucone do śmieci

    Normalna sprawa, idzie się wyrzucić śmieci i wiadomo: papier do papieru, plastik do plastiku, szkło do szkła, a zaraz… gdzie jest kontener na kocięta? Bo śmieci należy segregować, porządek musi być. Nie będzie nam tu srajdek jeden z drugim, zakichany i z chorymi oczami po ulicy łaził. A tak, to przyjedzie śmieciarka wrzuci, zgniecie i po problemie. – W ten sposób miał się skończyć krótki i bolesny żywot dwóch malutkich siostrzyczek Hiny i Hany. Ledwie zaczęły dobrze widzieć, a już zachorowały na koci katar, który atakuje takie niedożywione maluchy i niszczy ich gałki oczne, powodując ból i prowadząc do powolnej śmierci. Nie doczekały się znikąd pomocy, zamiast tego ktoś je bezdusznie wywalił do śmietnika. Szczęśliwie zostały znalezione zanim nadjechała śmieciarka, a ponieważ miały chore oczka, trafiły do fundacji Ja Pacze Sercem. W naszym domu tymczasowym przeszły leczenie i oczka udało się uratować, obie widzą doskonale, a po chorobie nie został nawet najmniejszy ślad. Są wesołe i rezolutne. Dni upływają im na zabawach i spaniu. Lubią jedzenie, drapanie po brzuszkach, inne koty, i przytulanki z ludźmi. Nic nie wskazuje na to, że były kiedyś głodne i chore. To rozkoszne puchate maleństwa, które cieszą się z każdej chwili odzyskanego życia. Hina i Hana są zdrowe, odrobaczone, zaszczepione, testy FIV/FeLV mają ujemne, dlatego już czas, żeby wniosły uśmiech do swojego nowego własnego domu stałego. Szukamy więc im domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, bo jak widać nie wszyscy są skorzy do pomagania zagubionym maluchom. Nie chcielibyśmy, żeby przypadkiem wydostały się z domu i trafiły w ręce kogoś, kto znowu potraktowałby je jak śmieci. Mogą ruszać w świat osobno albo razem, ale fajnie by było, żeby miały kocie towarzystwo, bo są przyjazne, pełne energii i lubią się przytulać. 
    Wyrzuć to z siebie! Chcesz przygarnąć Hinę i Hanę? Zadzwoń.

  • karolek-i-wiktorek.jpg

    Karolek i Wiktorek

    Ogłoszenie grzecznościowe Paczacze Drodzy, dzisiaj umieszczamy szczególnie gorącą prośbę o dom dla cudownych kociaków, które go szalenie potrzebują, ale czekają już wiele miesięcy :( Dlaczego? Pewnie dlatego, że są nosicielami wirusa kociej białaczki. Muszą więc trafić do domu bez innych kotów lub z takimi, które również są "naznaczone" FeLV+. Choroba może nigdy się nie rozwinąć, u 30% nosicieli organizm samoistnie zwalcza wirus, ale te cudowne rudzielce mogą też kiedyś zachorować. I właśnie dlatego tak długo czekają... Lecznica, która chłopaków uratowała robi naprawdę wszystko by zapewnić im jak najlepsze warunki życia, ale... nic nie zastąpi własnego domu i kochającego opiekuna!!!!! Karolek <3 i Wiktorek <3 mieszkają w lecznicowym pokoiku, innego życia nie znają. A przecież powinny szaleć wśród kochających domowników i sypiać w łóżeczku!!!!!!!!!! Kto pokocha te śliczne i przekochane szkraby?!!!!! Każde udostępnienie zwiększy szansę Karolka i Wiktorka, za każde będziemy niezmiernie zobowiązani!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! "Mamy do adopcji dwa cudowne koty, Karolka i Wiktorka. Maluszki mają obecnie około ośmiu miesięcy, są odrobaczone i wykastrowane. Kocurki pragną kontaktu z ludźmi. Chłopcy są nauczeni czystości, bez problemu korzystają z kuwety. Maluszki przechorowały koci katar. U Karolka powikłaniem przebytej choroby jest ślepota, która w żaden sposób nie wpływa na jego prawidłowe funkcjonowanie. U maluchów w wieku dwóch miesięcy wyszedł dodatni test w kierunku białaczki. W związku z tym szukamy dla nich domu gdzie nie ma innych kotów (towarzystwo psiaka mile widziane), i nie będą wychodziły na zewnątrz. Karolek i Wiktorek chciałyby trafić do jednego domu. Są ze sobą bardzo zżyte, czekają na kochający dom na jaki w pełni zasługują. W razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt pod nr telefonu 22 672 04 40 Przychodnia weterynaryjna Centrum dr Seidla Warszawa ul. Tatarkiewicza 10b"
  • klakier.jpg

    Klakier

    GARGAMELU GDZIE JESTEŚ?- MIAUCZY NIEDOWIDZĄCY KLAKIEREK Mały Klakierek, podobnie jak ten z kreskówki, mieszkał w ruinach. Urodził się tam. Kot pałacu nie potrzebuje, bo ważniejsze to mieć swojego człowieka, który by o niego dbał. No oczywiście chyba że to ruiny z bajki. Ale Klakierek urodził się w realu. Nie dbał o niego nikt, nawet złośliwy Gargamel. Wspólnie z bezdomną rodziną przymierał głodem. Ponieważ miejsce, w którym się urodził miało być zlikwidowane, został złapany i oddany do schroniska. I jako jedyny z całego kociego rodzeństwa w nim został. Powód? Upośledzony wzrok i czarne umaszczenie. Upośledzony wzrok to wynik kociego kataru, który atakuje niedożywione kocięta. Na szczęście maluch jest już wyleczony. Natomiast czarne umaszczenie to zabobon, który świadczy tylko o nas, a nie o kocie. Tak czy inaczej, nikt go nie chce. Klakier ma dopiero 3 miesiące, a poznał prawdziwe życie… Z powodu niedowiidzenia, Klakierek trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Na początku płakał z tęsknoty za swoją kocią rodziną, ale po kilku dniach pogodził się z sytuacją. Jak każde maleństwo, potrzebuje czułości i w ciągu dnia uwielbia być blisko swojej tymczasowej opiekunce, a w nocy śpi z nią w łóżku. Chętnie bawi się z innymi kotami. Pamięta jeszcze „głodne” czasy i przy miseczce nigdy nie wybrzydza. Wie doskonale, do czego służy kuweta. Jest zdrowy, odrobaczony i zaszczepiony, testy fiv/felv ma ujemne. A gdyby tak jeszcze miau swojego własnego Gargamela… to by już była po prostu bajka.

  • kokoum.jpg

    Kokoum

     

    Czy Kokoum znajdzie zrozumienie wśród bladych twarzy?

    Kokoum to dzikie dziecko, które urodziło się na ulicy i przeszło próbę głodu, strachu i samotności już na początku swojego życia. Nie poczuł ciepła ludzkiej dłoni. Nie wiedział, co to bezpieczeństwo ani pełny brzuch. Jedyne, czego się nauczył było to, że człowieka lepiej unikać, bo może skrzywdzić. Dobrze wiemy, że nie bez powodu… Wiemy jednak, że ludzie potrafią być też dobrzy. I taki ktoś właśnie wypatrzył samotnego maleńkiego kociaka złapał go i, mimo zdrowych oczu, malec trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Kokoum świetnie widzi, a po niedawnym osłabieniu nie ma już śladu. Boi się jeszcze ludzi, ale nie dziwmy mu się - nie było przy nim nikogo, gdy stawiał swoje pierwsze kroki, a późniejsze doświadczenia do najlepszych nie należą, bo było to łapanie na ulicy i nieprzyjemne zabiegi u weterynarza, takie jak choćby zastrzyki. Możemy więc jawić mu się jako niebezpieczeństwo. Na szczęście Kokoum ma dopiero 1,5 miesiąca i z tego malutkiego dzikuska wyrośnie jeszcze słodki przytulak. Wszystko przed nim. Byleby tylko ta jego chwilowa dzikość znalazła zrozumienie u białych twarzy. Już i tak robi postępy, bo nie boi się bawić i jeść przy ludziach, a nawet tymczasowi opiekunowie zauważyli, że przychodzi do nich spać w nocy. To znaczy, że potrzebuje ciepła i czułości, tylko jeszcze się boi. Kokoum jest maleństwem, ale wyzdrowiał i może już rozglądać się za kimś, kto przyjmie go do siebie. Nowy dom powinien być „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i bakonem. Maluszek jest odrobaczony i zdrowy, jest w trakcie szczepień.
    Pokaż Kokoum zrozumienie i ulecz jego lęk.

  • legion[1].jpg

    Legion

    Legion - niedowidzący kociak z wolą życia nie do pokonania

    Legion - niedowidzący kociak z wolą życia nie do pokonaniaArmia ludzi przeszła obojętnie obok 6-tygodniowych kociąt porzuconych na działkach. Dlaczego? Bo miały chore oczy. W najgorszym stanie był Legion. W wyniku powikłań po kocim katarze jego gałki oczne zaczęły przerastać i dosłownie wyszły z oczodołów. Widok był faktycznie okropny. Ból pewnie też. Ale na mięczaka nie trafiło. Legion, razem z rodzeństwem, trafił w końcu do fundacji Ja Pacze Sercem, która powstała właśnie dla takich ślepaczków. Tutaj nasi woluntariusze mają odwagę, żeby zajmować się takimi stworzeniami, które wszyscy inni omijają. Dodatkowo dysponują też orężem zdolnym zwalczyć wszelkie zło męczące małe kocie ciałka i nie wahają się ich użyć. W ruch więc poszły antybiotyki, wzmacniacze odporności, krople do przemywania oczek, ale także miseczki pełne wartościowego jedzenia, ręce do przytulania i ramiona do tulenia. Walka była zaciekła. Bo choć wydawałoby się, że medycyna jest na tyle zaawansowana, że potrafi uratować każde życie, to nie zawsze tak jest. Czasem przegrywamy. Jednak w tym wypadku trafiliśmy na prawdziwego twardziela. Legion dzielnie znosił wszystkie zabiegi i szybko wracał do zdrowia. Jego wola życia jest nie do pokonania. Niestety z walki pozostała mu pamiątka – ma blizny na oczach, które spowodowały pogorszenie wzroku. On nic sobie jednak z tego nie robi. Jest pierwszy do zabawy z rodzeństwem, silny, energiczny, chętnie urządza sparingi z bratem, uwielbia swoją spokojną siostrzyczkę. Apetyt mu dopisuje, jak to po całym dniu walk, utarczek, zdobywania piłeczek i odbijania drapaka z łap przeciwnika. A gdy sobie podje, lubi sobie pospać. Sen też ma twardy, ale na szczęście nie chrapie. I taki właśnie waleczny maluch rozgląda się teraz za terytorium do podbicia, dlatego szukamy mu domu – „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem oraz odpowiedzialnym ludzkim dowództwem, które stanie na straży jego bezpieczeństwa. Legion jest odrobaczony, zaszczepiony, testy Fiv/ Felv ma ujemne. Może dołączyć do kociej kompanii, bo jest przyjazny i towarzyski, a jednocześnie śmiały, więc nie da sobie w kaszę dmuchać.Legion czeka na swojego dowódcę, którego będzie mógł wiernie kochać. Dowiedziesz, że ma na to szanse?

  • leonidas.jpg

    Leonidas

     

    Czy walka Leonidasa o dom jest skazana na klęskę?

    Wygląda jak zwykły mały kotek, taki niepozorny, ani rasowy, ani szczególnie oryginalnej urody. Ale żebyście widzieli, jak walczył o swoje życie… Urodził się jako bezdomny kociak, z góry skazany na przegraną. I jego los powoli zaczynał się wypełniać. Osłabienie spowodowane głodem i złymi warunkami życia szybko zachęciło jednego z najgorszych wrogów do ataku – maluch zachorował na koci katar. Wirus zajął oczy i z tego powodu kociak trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Tutaj szybko przyszliśmy mu z odsieczą. Zakraplanie, przemywanie, zastrzyki – bolało, było nieprzyjemne, ale znosił to jak przystało na Spartańczyka – dzielnie (no może czasami się wyrywał i popiskiwał, bo to jednak było miesięczne kocie dzieciątko). Gdy dołączyły kolejne posiłki, czyli karmienie kocim mlekiem i preparatami wzmacniającymi wyniszczone ciałko, szale bitwy wyrównały się. Leonidas nie dał za wygraną, dlatego teraz cieszy się doskonałym zdrowiem i ma piękne zdrowe oczka. Na swoje imię zasłużył już na pierwszym badaniu u weterynarza. Bardzo walecznie syczał, buczał, bronił swojej cielesnej niezawisłości i tak zasłużył sobie na imię po bohaterskim królu Sparty. Przez kolejne kilka dni buczał na nas, warczał przy zabawie i nie pozwalał się zbliżyć, by ostatecznie wyrosnąć na największego pieszczocha. Leonidas jest wulkanem energii, nie spocznie dopóki nie wyrwie wszystkich piór w wędce, ani jakakolwiek zabawka śmie okazywać jeszcze oznaki życia. Szybko zmężniał - wcześnie przestało mu smakować mleko dla kociąt. Bo on już kocięciem nie jest, o nie. On jest WOJOWNIKIEM. Ale oprócz swojej walecznej natury, ma również drugą stronę - pieszczocha i zazdrośnika. Kiedy tylko słyszy mruczenie innego kota, już przy nim jest, zadziera wtedy główkę do góry i też domaga się pieszczot. Kiedy głaszcze się innego kota, o Leonidasie nie można zapomnieć. W pieszczotach też mężnie walczy o swoje. Teraz przed nim najcięższy bój – o swój własny dom. Leonidas marzy o podboju domu ufortyfikowanego, czyli „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Przydałby mu się też wierny kompan do sparingów w postaci równie energicznego kota, jak on. No i przede wszystkim potrzebuje swojego państwa. Państwa, którego będzie strzec i któremu będzie służyć zawsze tuleniem się i mruczeniem.
    Leonidas jest odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Jest czysty, zdyscyplinowany, 
    Nie udawaj Greka, pozwól zawojować się Leonidasowi i daj mu upragniony dom!

  • lusia.jpeg

    Lusia

    LUSIA MALUSIA

    Miała umrzeć tej zimy. Maleńka, chora, zagłodzona, trzesąca się z wyziebienia, błagajaca o pomoc koteńka pojawiła się na ogródkach działkowych. Nie mogliśmy zostawić jej bez pomocy i tak została podopieczną fundacji. Pierwsze dni Lusia wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Można było policzyć każdą kosteczkę na jej chudziutkim ciałku. Ledwo trzymała się na nożkach ale łepek nadstawiała do pieszczot, tak bardzo potrzebowała miłości. Podczas wizyty u weterynarza jej wiek określono na ok 7 lat , może troszkę mniej. Stan bardzo zły: ogólne wycieńczenie, koci katar, brak zębów, futro w okropnym stanie, oczka do leczenia, a to wszystko efekt bezdomności i głodowania. Koteczka dostala antybiotyk, leki wzmacniające i kropelki do oczu. Pobrano krew do badania i na szczęście wyniki były obiecujące. Trzy tygodnie trwało aby panienka wróciła do życia, nabrała sił i można ją było poddać zabiegowi sterylizacji, który uratował jej życie gdyż koteńce rozpadały się narządy rodne i na pewno nie przeżyła by kolejnej ciąży i porodu... zabiły by ją jej własne, nienarodzone dzieci . Teraz to zdrowa, dojrzała kotka. Cieszy się życiem, potrafi brykac jak nastolatka. Ładnie przybrała na wadze ale i tak jest drobniutka, będzie już taka na zawsze. Do pełni szczęścia brakuje jej tylko swojego domku, pełnego bezinteresownej miłości. Lusia jest miziakiem, kocha pieszczoty choć nigdy nie jest nachalna. Uwielbia wylegiwać się w łóżku, którego wcześniej nie znała. Lubi psa i spokojne koty , dominatorow bardzo się boi.. Jest zaszczepiona, zaczipowana, testy fiv/ felv ujemne. Poszukujemy bezpiecznego, niewychodzacego domu z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Może żyć jako jedynaczka lub z innym bardzo spokojnym niedominującym kotem.

     

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

  • merci.jpg

    Merci

    Merci to trzy miesięczny kociak. Cichy i grzeczny mały burasek, z jednym oczkiem, które jest lekko zmienione i słabiej widzi. Siedział w klatce w schronisku. Między innymi z powodu tego oczka trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Drugim powodem było to, że nigdy by się stamtąd nie wydostał. Taki mały i niepozorny, w dodatku ze zmienionym, niedowidzącym oczkiem. W schronisku każdy mówi: Merci, nie chcę takiego kociaka. A Merci jest słodki jak czekoladka: kruchutki i delikatny, lubi się bawić z innymi kotami, ale i przytulać do człowieka, w nocy śpi w łóżku ze swoją tymczasową opiekunką, grzecznie zjada wszystko, co znajdzie w miseczce i elegancko korzysta z kuwety. Merci szuka domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Jest zdrowy, odrobaczony, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne, jedno oczko widzi doskonale, a drugie troszkę słabiej. Gorszy wzrok w jednym oku w ogóle nie przeszkadza mu być towarzyskim, przyjaznym, czułym i kochanym kociakiem. 
    Mrrr, mrrr, mrrr, merrrci – tak Merci podziękuje Ci za dom..

  • milusia.jpg

    Milusia

     

    Jednooczka Milusia - kandydatka na Twojego kiciusia

     

    Co się stało z jej oczkiem? Gdy Milusia była jeszcze niczyja miała jeden, może dwa miesiące i mieszkała na wsi, coś musiało wbić jej się w oko. A ponieważ nie było komu jej pomóc, w oczko wdało się zakażenie i wyglądało tak, że lepiej nie mówić. Jak musiało boleć, tego mała kicia nie potrafiła nikomu powiedzieć. W takim bólu i z postępującym zakażeniem nie pożyłaby długo. Długo za to by umierała. Na szczęście znalazł ją ktoś, kto nie mógł patrzeć na to nieszczęście i zamiast po prostu odwrócić wzrok w drugą stronę, postanowił pomóc maleństwu. Dobrze trafiła, bo był to wolontariusz fundacji Ja Pacze Sercem. W swoim domu tymczasowym Milusia przeszła zabieg usunięcia uszkodzonego oczka. Gdy tylko wydobrzała, okazała się bardzo żywym stworzonkiem Cały czas chce się bawić, każdego zaczepi, wszędzie wejdzie i wszystkim się bawi. Jest przy tym zadziorna i odważna. Nieważne czy kot jest dwa czy trzy razy od niej większy - jak Milusia chce go zaczepić to go zaczepi, wytarmosi i koniec. Ludziom ufa coraz bardziej, bo przecież dopiero teraz nas poznaje, do niedawna była bezdomna. Lubi zasypiać na kolanach i głośno mruczeć. Zaczyna rozumieć, że głaskanie jest fajne, ale gdy się wystraszy to potrafi użyć ząbków i pazurków. Nie dziwmy się temu – nie urodziła się w bezpiecznym domu, ale już jako malutkie kocie dziecko musiała być czujna i gotowa do obrony. Teraz Milusia ma 3 miesiące, jest zaszczepiona, testy Fiv/Felv ujemne i jest gotowa, żeby znaleźć swój dom na zawsze. Taki dom powinien być „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem po to, żeby już nigdy musiała się bać i być czujna. Żeby już nigdy nic złego jej się nie stało. Żeby wreszcie mogła być beztroskim kociakiem.
    Czy już Cię kusi, żeby oddać serce Milusi?

  • mocca[8].jpg

    Mocca

    Mocca - słodka, ale charrrrakterna koteczka szuka już domku!

    Malutka Mocca, to kwintesencja takiej właśnie kawy. Jest słodziutka, bo uwielbia głaskanie, przytulanie, ugniatanie łapkami i mruczenie. Ale mocca przecież zawiera też kofeinę! Mocca jest wulkanem energii – biega za piłeczkami, poluje na kocie wędki, skacze po drapakach, kocha bawić się z innymi kotami. Czy to znaczy, że jest kotem idealnym? Tak. Dlaczego więc nie ma domu?

    Koteczka trafiła do schroniska razem z dwójką rodzeństwa. Mocca, Tofik i Czoko chorowały na koci katar, a najbardziej ucierpiały ich oczka, dlatego też trafiły pod naszą opiekę. Na szczęście wszystkie oczka udało się uratować! Mocca widzi!!!

  • moro.jpg

    Moro

     

    Moro – tego smutku nie da się zakamuflować

    Zwykle małe kociaki są urocze i śmieszne. Jenak, gdy patrzysz na Moro, to od razu widzisz jego smutne oczy. To są oczka maleństwa, które poznało świat od smutnej strony. Strach i głód – tak wygląda rzeczywistość kociaka, który nie ma domu. Wszystko może stanowić zagrożenie – ludzie, zwierzęta, samochody. Ale jeszcze bardziej podstępny jest głód, bo osłabia organizm, który nie jest w stanie bronić się przed chorobami, takimi jak koci katar. Koci katar zaś prowadzi do ślepoty, a niewidome zwierze samo na ulicy nie przeżyje. Z powodu chorych oczek, Moro trafił pod opiekę fundacji dla ślepaczków Ja Pacze Sercem. Jego wzrok udało się uratować, ale po złych czasach pozostało mu smutne spojrzenie oraz nad wyraz poważny charakter. Nawet teraz, kiedy Moro jest zdrowy i bezpieczny, pozostał jeszcze ten smutek. A na to jest tylko jedno lekarstwo – miłość człowieka, który otoczy go opieką, da mu dużo czułości i podaruje mu bezpieczny dom - „niewychodzący” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Moro ma 1,5 miesiąca, jest odrobaczony, zaszczepiony, testy FIV/FeLV ma ujemne. Może jeszcze poznać szczęśliwe życie. Wszystko zależy tylko od nas.

    Już kochasz Moro? Nie kamufluj się - podaruj mu szczęśliwy dom.

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

  • nomada.jpg

    Nomada

    Nomadka wędrowała od drzwi do drzwi...

    …i wszystkie zatrzaskiwały się tuż przed jej nosem. Przez kilka dni koczowała na klatce schodowej. Była zupełnie sama, ale tak strasznie chciała mieć swój dom i rodzinę, że próbowała wchodzić w otwierające się drzwi. Spała na wycieraczkach, czarowała ludzi, mruczała na ich widok, próbowała ocierać się o nogi… I co? I nic. Kto by tam chciał taką zwykłą, bezdomną buraskę. A to 8-tygodniowe dziecko nie pragnie niczego innego, jak tylko tulić się do swojego człowieka. Chce być przytulana cały czas, głośno mruczy, pomiaukuje. „Samotność to taka straszna trwoga” – kto przeżył, to wie, co czuło to maleństwo, kiedy siedziało osamotnione i głodne na klatce schodowej. I jak będzie szczęśliwe, gdy znajdzie swoje ramiona do przytulania. Na Nomadkę trafiła wolontariuszka fundacji Ja Pacze Sercem i choć kicia widzi wspaniale, to została naszą podopieczną. Jest zdrowa, pełna energii i miłości do człowieka, odrobaczona, zaszczepiona. Testy FIV/FeLV ma ujemne. Grzeczna, czysta, wdzięczna za to, że nie tuła się już sama wśród obojętnych ludzi. Nawet zakraplanie chorego ucha było dla niej upragnioną chwilą bliskości. Szukamy dla niej domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, bo zwykły przypadek może sprawić, że kot się zgubi. A nie chcemy żeby Nomadka znowu czuła się opuszczona. Poza tym drugi raz może nie spotkać osoby, która postanowi jej pomóc. Puk, puk – Nomadka czeka pod Twoimi drzwiami. Wpuść ją do siebie.

  • nusa.jpg

    Nuša

    Choć w Polsce jest wciąż ogrom zwierząt, które potrzebują pomocy, to nie sposób odmówić ratunku tym zza granicy. Szczególnie, gdy chodzi o zwierzę z Chorwacji. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że to piękny i pogodny kraj, ale tylko dla turystów. Nad zwierzętami wiszą tam ciemne chmury. Są one traktowane jak rzeczy. Schronisk praktycznie nie ma. Są oczywiście ludzie, którym dobro zwierząt leży na sercu, ale jest ich garstka. Ci ludzie wysłali do nas – fundacji Ja Pacze Sercem - desperacką prośbę o przyjęcie ich niedowidzącej podopiecznej. Jak można by było jej nie usłyszeć? W właśnie ten sposób znalazła się u nas Nuša. Nuša ma niecały rok. Dostaliśmy informację, że straciła oko w wypadku. Panie, które ją znalazły nie miały pieniędzy na to, by ją wyleczyć, dlatego zwróciły się do nas. W Polsce kotka przeszła zabieg zamknięcia oka, a przy okazji również sterylizacji. Została odrobaczona i zaszczepiona. Zrobiliśmy jej testy Fiv/Felv, które na szczęście wyszły ujemnie. Na drugie oko widzi doskonale. Nuša jest najsłodszym stworzeniem pod słońcem! Pcha się na kolana, chodzi za człowiekiem krok w krok, przytula się, śpi w łóżku. Równie przyjazna jest w stosunku do innych kotów. Bawi się z kociętami, na zaczepki dorosłych nie reaguje, ma całkowicie ugodowy charakter. Nie grymasi przy jedzeniu, korzysta z kuwety. Jest spokojna i delikatna. Teraz, gdy nasza jednooczka jest już wyleczona, rozglądamy się za domem dla niej. Dla jej bezpieczeństwa powinien być to dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Mimo to, że Nuša pochodzi z kraju, w którym panuje tak chłodny klimat dla zwierząt, to sama wprowadza do domu wiele ciepła. A czy adopcja skrzywdzonego kociego stworzenia jest w Twoim klimacie?

  • piwko[7].jpg

    Piwko

    PIWKO JASNE ,PEŁNE MIŁOŚCI DO CZŁOWIEKA 💚 Kocurek żył na ulicy a dokładnie na ulicy w Łomży. Tak, i wszystko jasne - to stąd wzięło się jego imię. Piwko został uratowany z ulicy, miał zranione oko, dlatego trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Wiadomo, że kiedyś miał dom, ale został z niego wyrzucony. Za co? Trudno sobie wyobrazić, za co takiego przyjaznego kota wywalono z domu. Może zbyt głośno mruczał? Bo Piwko zaczyna głośno mruczeć już, gdy widzi kogoś pierwszy raz na oczy. O pardon, na jedno oczko - Piwko ma jedno oczko, bo to zranione było nie do uratowania. Niestety to nieprawda, że kot się przystosuje i sobie sam poradzi. Kot udomowiony, od małego wychowany z ludźmi, nie przeżyje na ulicy. Nie potrafi zdobyć jedzenia, ominąć niebezpieczeństw, a przede wszystkim nie potrafi żyć bez człowieka. Właśnie tak jak Piwko. On nie umie żyć bez tulenia, głaskania, miziania, leżenia na kolanach, spania z człowiekiem. Na ulicy stracił oko, a niedługo straciłby życie. Jeśli nie od ran albo z głodu, to na pewno z tęsknoty za ludźmi. Mimo to, że przecież ludzie go porzucili. Bo to że został porzucony jest pewne. Domyślamy się, że jest ofiarą historii jakich wiele: ponieważ ma teraz ok 2 lat, wygląda na to, że gdy malutki kociaczek urósł i przestał być śliczną maskotką dzieci, trafił za drzwi. A Piwko nie jest typem samotnika, nie ma nic z przypisywanej kotom niezależności i upodobania do chodzenia własnymi ścieżkami. On pragnie mieć swojego człowieka. Albo jeszcze lepiej ludzi. A do tego jeszcze mogły by być inne koty. Piwko ma ogromne serce i mnóstwo czułości do dania – wystarczyłoby tego dla całej Łomży. Ale może być i inna miejscowość. I dla Piwka, i dla nas nie liczy się gdzie, ale z kim. Piwko jest zdrowy, zaszczepiony, wykastrowany, testy Fiv/Felv ma ujemne. Z kim więc Piwko spędzi resztę życia w szczęściu i mruczeniu? Może z Tobą

  • poker.jpg

    Poker

    POKER NIE BLEFOWAŁ, ON UMIERAŁ

    Poker trafił do fundacji Ja Pacze Sercem dla kotów niewidomych i niedowidzących, ponieważ jego oczy były w tak drastycznym stanie, że nie opiszemy tego tutaj. Ból musiał być niewyobrażalny. Nam samym trudno było powstrzymać łzy, a widzieliśmy niejedno. Był malusieńki, wszyscy myśleli, że ma miesiąc, nie więcej. A to jego organizm już nie miał sił by walczyć. Umierał. Postanowiliśmy jednak, że nie spasujemy. Po kilku tygodniach ryzykownej gry, zrobiliśmy porządek z jego oczami. Jedno trzeba było usunąć, drugie udało się uratować – widzi na nie. Wtedy też okazało się, że jest starszy, niż wydawało się weterynarzom. Nie rozwijał się z powodu choroby i cierpienia. Gdy poczuł się lepiej zaczął rosnąć dosłownie w oczach. Teraz wiemy już, że ma ok 4 miesięcy. Wygrał. I cieszy się z życia tak, jak tylko można się cieszyć z najwyższej wygranej. Nigdy nie ma twarzy pokerzysty, zawsze jest wesoły i pełen energii. Widać po nim radość z każdej nowej minuty życia. Nie ukrywa, że kocha ludzi i inne koty. Szaleje, bawi się, skacze po drapaku i wspina na wysokie meble. Domaga się pieszczot, tuli się i mruczy. Jest radosnym kociakiem. Oprócz tego, że został wyleczony, jest też odrobaczony i zaszczepiony, testy FIV/FELV ma ujemne. Na jedno oko widzi doskonale. Wygrał życie, a teraz podbija stawkę – gra va banque o dom. Szukamy mu domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem. Zagrajmy w otwarte karty – Poker potrzebuje Twojej miłości. Daj mu wygrać.

     

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

  • pola[12].jpg

    Pola

    Jak Pola wyprowadziła ślepy los w pole

    Jesienny spacer za miasto – z prawej działki, z lewej pola, nagle ona. Malutka szara główka około 10-tygodniowego maleństwa z oczkami pełnymi… już nie łez, a ropy, główka ledwo trzyma się na wątłym jak garść suchej trawy ciałku. Wokół ani żywej duszy. To maleńkie stworzonko zresztą też zaraz odda swoją duszyczkę wiatrowi… Taki już jest los bezdomnych kocich dzieci. Ale nie musi taki być, bo wszystko zależy od nas – ludzi!!! Poznajcie Polę, która ostatnim wysiłkiem zwróciła na siebie uwagę człowieka i wyprowadziła swój ślepy los w pole.

  • stefan[15].jpg

    Stefan

    Poznajcie Stefana – wspinaczki na 3 łapkach fana! Jeśli coś naprawdę lubisz, to nic nigdy nie powstrzyma cię, żeby to robić. Dowód? Stefan. Stefan to fan wspinaczki wysokodrapakowej. I co z tego, że nie ma jednej łapki? Dla niego zupełnie nic. Tym bardziej, że Stefciu swoje w życiu już przeszedł, bo jak łatwo się domyślić amputacja łapki miała swoje powody. Bezdomność zaliczył już jako dziecko, potem ból i klatka w schronisku. Tyle nieszczęść jak na jednego malucha to aż nadto. Dlatego Stefciu teraz cieszy się z życia jak szalony. Wie dobrze, jakie jest cenne, bo otarł się o śmierć. Siedział bardzo długo w małej klatce. Najpierw po operacji, potem z powodu podejrzenia zaburzeń widzenia. Ze względu na kłopoty ze wzrokiem trafił do fundacji Ja Pacze Sercem. Na szczęście badania wykazały, że Stefan widzi doskonale. Gdy tylko zyskał wolność, zaczął korzystać z niej pełnymi łapkami. Na początku nie miał kondycji i bardzo szybko męczył się nawet krótkimi spacerami po domu. Ale Stefan to młody kociak, ma dopiero 2 lata, więc radość z odzyskanego życia dodała mu energii, która teraz aż go rozpiera. Stefan uwielbia wspinaczkę i zabawy. Do człowieka wręcz się klei. Panicznie boi się potworów takich jak odkurzacz. Za to lubi psy. Z kotami bywa róznie, dlatego lepiej, żeby był kocim jedynakiem. Jest zdrowy, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne, jest wykastrowany. Stefciu szuka swojego drapaka w domu „niewychodzącym” z zabezpieczonym balkonem i oknami. Pragnie kleić się do własnego człowieka, a brak jednej łapki w ogóle w tym nie przeszkadza. Czy jest ktoś, dla kogo ten brak również nie stanowi przeszkody, aby go pokochać? To by był szczyt marzeń Stefana. Wyższy i fajniejszy od najwyższego i najfajniejszego drapaka. Czy go zdobędzie? To zależy od Ciebie… 500383928 japaczesercem@gmail.com

  • teofila.jpg

    Teofila

  • tiger.jpg

    Tiger

    BRUTALNIE SKRZYWDZONY PRZEZ CZŁOWIEKA, POWOLI ODZYSKUJE WIARĘ W LUDZI

     Jesienią zobaczbyłam go po raz pierwszy. Był z niego piękny , dostojny kocur, dumnie paradujacy po swoim rewirze kwintesencja kociej gracji. Trudno było od niego wzrok oderwać. Na wiosnę pokazał się znowu, tym razem sponiewierany i bardzo wystraszony. Poznałam tylko te ogromne zielone oczy, tym razem jakieś inne...pełne strachu i bólu. Biedak był bardzo chudy, poruszał się na "niskich łapkach", jakby chciał być niewidzialny. Ciągnął za sobą bezwładnie wiszacy ogon. Ewidentnie coś było z nim nie tak. Został odłowiony i tak stał się podopiecznym fundacji "Ja Pacze Sercem", choć widzi doskonale. Badanie ortopedyczne i zdjęcia rtg zwaliły nas z nóg: Tiger został brutalnie skrzywdzony przez czlowieka. Komuś musiało bardzo przeszkadzać, że chodził po swoim terenie, "swoim domu" bo mocno go uderzył lub kopnął:( Cios był tak silny, że aż został wyrwany ostatni kręg krzyżowy. Dwa centymetry wyżej i kot już nie miałby szansy na chodzenie. Ortopeda jest pod ogromnym wrażeniem, że Tiger samodzielnie korzysta z kuwety, poniważ to prawdziwy cud. Jednak trzeba było amputować cały ogon, którego nasz burasek nie czuł, a który stanowił obciążenie i uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Operacja zakończyła się sukcesem. Fizycznie kocurek czuje się świetnie, jednak uraz psychiczny pozostał. Tiger bardzo boi się nieznanych mu osób. Zaufał swoim obecnym opiekunom , pokazał swoje ciepłe i serdecznie oblicze. Ma ogromną potrzebę miłości, lubi być przytulany i głaskany. Tiger to ok.5-7 letni kocurek. Jest zaszczepiony, zaczipowany, wykastrowany, testy fiv/ felv ujemne. To niezwykle spokojny i bezkonfliktowy kot. Ogrom krzywdy, upokorzenia i bólu jakich doznał sprawiły, że przeszedł traumę i tylko spokojne, cierpliwie, mądre ręce mogą sprawić, że pokona strach i znów będzie potrafił zaufać. Poszukujemy dla niego spokojnego, "niewychodzacego" domu z zabezpieczonymi oknami i balkonem .Tiger może żyć jako jedynak lub z innym bardzo spokojnym, niedomonujacym kotem. Czy jest na tym świecie ktoś kto pokocha, kto dokona cudu i poskleja to połamane kocie serce? Ktoś kto sprawi, że w oczach Tigera znowu pojawi się radość i szczęście?! Bardzo na to liczymy!!!

  • tindrer.jpg

    Tindrer

    KTO POZNA SIE NA TINDERZE?

    Kto nie będzie patrzył tylko na to, że ma jedno oczko, które zarasta trzecią powieką? Dla kogo nie będzie ważne, że jest czarny. Kto nie zwróci uwagi, że nie jest rasowy? Komu nie będzie przeszkadzało to, że jest maleństwem uratowanym z ulicy, które pierwsze swoje dni spędziło w schroniskowej klatce? Kto się pozna na Tinderze i w nim zakocha? A o to akurat jest bardzo łatwo, bo Tinder to dziecko idealne. Lubi koty, kocha ludzi, ładnie je, jeszcze ładniej załatwia się do kuwety. Jak na dziecko jest dzielny i leczenie oczka znosił bardzo dobrze. Odważnie poznaje świat, śmiało ujeżdża odkurzacz automatyczny (tak, tak, ten okrągły, który sam jeździ po podłodze), nie boi się nowości, jest ufny i otwarty. Tinder ma dopiero 1,5 miesiąca i życie zmusiło go do tego, żeby szybciej wydorośleć. Mimo to jest jeszcze maleństwem, które jest spragnione czułości tak, jak małe dziecko. Tinderek jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Został odrobaczony, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne. Potrzebuje swojego człowieka do kochania i domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem – żeby już nigdy więcej, przez zwykłą nieuwagę, nie czuł się zagubiony i osierocony. Czujesz, że to może być coś poważnego? Na Tinderze się nie zawiedziesz.

     

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928

     

  • tokio.jpg

    Tokio

  • vasco.jpg

    Vasco

    Co odkryje w nas niedowidzący Vasco?

    Odrzucenie? Obojętność? Niechęć? Wrogość? Jak do tej pory poznał tylko to. Zbędny, a do tego z lekko zniekształconymi, niedowidzącymi oczkami 6-tygodniowy maluch, razem z rodzeństwem, został porzucony na terenie działek. W najlepszym razie ludzie przechodzili obok niego obojętnie. Ale dało się też słyszeć niechętne komentarze. Nie wiadomo, czy w końcu nie stałaby im się jakaś krzywda. Ktoś je w końcu przywiózł do weterynarza, ale to miała być droga tylko w jedną stronę… Na szczęście lekarz wiedział, do kogo dzwonić w takiej sytuacji i w ten sposób Vasco trafił pod opiekę fundacji dla niedowidzących i niewidomych kotów Ja Pacze Sercem. Jest już diagnozowany, odrobaczony, zaszczepiony, testy Fiv/Felv ma ujemne i może kontynuować swoje odkrycia. Wiemy już, że widzi średnio, ale widzi i to mu w zupełności wystarcza do szczęśliwego życia. Jest wszędobylski - wszystko musi sam sprawdzić, dotknąć, zobaczyć, powąchać. Podróżuje po mieszkaniu, wciska się w ciemne zakamarki, wspina się na wysokie meble. Gdy się zmęczy zasypia na ramieniu swojego tymczasowego opiekuna, mrucząc głośno i pewnie marząc o nowych lądach. I takiego nowego lądu szukamy mu teraz – domu „niewychodzącego” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, zamieszkanego przez ludzi dobrych i sercem patrzących. Co ostatecznie odkryje w nas Vasco? Czy wciąż obojętność, odrzucenie i niechęć? A może nareszcie odnajdzie miłość, czułość i bezpieczeństwo? To zależy tylko od Ciebie.

  • zenek.jpg

    Zenek

     

    Posłuchaj, jak Zenek Miautyniuk śpiewa o odrzuconej miłości

    A dokładniej, to o wyrzuconej miłości. Zenon to kot, który składa się z czystej miłości do człowieka, a mimo to, został wyrzucony z domu. Jak inaczej wyjaśnić nagłe pojawienie się czystego i garnącego się na ręce kota na ulicy? Zenek błąkał się po obcym sobie osiedlu przez kilka dni i strasznie płakał. Gdy został złapany od razu zaczął się łasić i przytulać. I taki jest cały czas – bez przerwy siedziałby na kolanach i się przytulał. Zupełnie jakby prosił, żeby go już więcej nie porzucać. On tak bardzo mocno kocha. I śpiewa o tym – przeciągłe miaaau to prośba o uwagę i czułości. Zenek jest pierwszą gwiazdą na scenie. Domaga się swojej porcji uczuć głośno i wyraźnie. Pozostałe koty to jedynie chórek, na tle którego wybija się głos Zenka. Ale on nie tylko chce być kochany, ale potrafi się dzielić miłością - lubi opiekować się innymi kotami, szczególnie maluchami. Zenek pragnie miłości, ale i potrafi ją dawać. Mimo to, że Zenio widzi doskonale, to jest pod opieką fundacji Ja Pacze Sercem. Nie dało się po prostu przejść obojętnie obok jego smutnej piosenki o porzuconej miłości. Teraz, kiedy jesteśmy pewni, że Zeniowi nic, poza złamanym sercem, nie dolega, szukamy mu domu. Powinien to być dom „niewychodzący” z zabezpieczonymi oknami i balkonem, a nade wszystko dom ludzi, którzy pokochają Zenona. Zenek jest wykastrowany, testy FIV/FELV ma ujemne, został odrobaczony i zaszczepiony.

    Chcesz usłyszeć, jak Zenon śpiewa o spełnionej miłości? Podaruj mu ją!

     

    Kontakt: japaczesercem@gmail.com Tel. 500 383 928